Wyprawka do szpitala, czyli rzeczy dla mamy i taty

Jak każda kobieta przed porodem zastanawiałam się co ja mam zabrać do szpitala.  Było to dla mnie dość stresujące. Kosma to moje pierwsze dziecko i zupełnie nie wiedziałam co włożyć do plecaka turystycznego… Tak plecaka turystycznego… Kiedy zaczęłam się pakować ok. tygodnia przed terminem porodu… Okazało się, że nie mamy w domu żadnej torby podróżnej odpowiedniej gabarytowo aby zabrać wszystkie potrzebne rzeczy. Było mi strasznie smutno i płakałam. Mąż mnie pocieszał mówiąc, że przecież  nie jest ważne w co się spakuje a to, aby nasz synek był zdrowy.  Więc po godzinie marudzenia o natychmiastowym kupnie nowej torby rozpoczęłam pakowanie od rzeczy potrzebnych dla mnie… Egoistka??? Nie, po prostu zaczęłam od łatwiejszego. Pakowanie torby dla maluszka to była już wyższa szkoła jazdy.

Wracając do czasu pakowania mojej torby tydzień przed terminem porodu, przecież wszyscy zalecają już w 36 tygodniu… No tak tylko, że ja jeszcze na trzy tygodnie przed porodem musiałam być na studiach. Co ma wspólnego jedno z drugim. To, iż wiedziałam, że gdy spakuje już torby to wyluzuje i pewnie urodzę (tak też się stało). Jednak wszystkim odpowiedzialnym mamą mówię spakujcie się wcześniej bo z ciążą nigdy nic nie wiadomo i potem problem… Powiesz facetowi przywieź mi pajaca dla małego to przywiezie wszystko bo zupełnie nie wie czym różnią się od siebie pajac, body, śpioszki.

Ja dla siebie miałam dwa plecaki(oczywiście jeszcze torobę dla maluszka) jeden wielki na salę poporodową i drugi z rzeczami na porodówkę, żeby nie targać ze sobą wszystkiego bo po co… to tylko problem dla mężczyzny co za nami idzie, bo tu na niego krzyczą, tam nie wolno tego wnieść a i tak po porodzie idziemy na inna salę. Dlatego rzeczy, które przydadzą nam się później spokojnie mogą leżeć w samochodzie na parkingu szpitalnym i wierzcie mi, znajdą się szybciej w naszej sali niż my i dziecko tacy sprytni są mężczyźni. Więcej w nich wiary.

Wyprawka dla mamy, czyli torba(plecak) na porodówkę:

– Dowód osobisty, ważny dowód ubezpieczenia, karta ciąży oraz aktualne badania(bez tych rzeczy też przyjmą nas do szpitala, mają taki obowiązek, gdyż każda kobieta, nawet nie ubezpieczona ma zapewnioną darmową opiekę przedporodową, porodową i w okresie połogu).

– Koszula do porodu, czyli wygodny, bawełniany t-shirt, zakrywający pupę ale nie za długi bo i tak musicie go podwijać. Ja miałam 100% bawełny tunikę. Dlaczego podkreślam słowo bawełna bo ona najlepiej oddycha a wiadomo kobieta podczas porodu się poci, a na samej porodówce też jest gorąco.

– Klapki, których używałam do chodzenie i pod prysznicem.

– Ciepłe skarpetki bawełniane, strasznie marzył mi nogi.

– Coś do pięcia włosów gumka, spinki lub opaska do włosów.

– Płyn do płukania jamy ustnej, po kilku godzinach fajnie sobie usta przepłukać czymś miętowym, jak ktoś nie lubi to może zamiast tego użyć gumy do żucia (choć to mniej eleganckie), lub miętowych landrynek.

– Woda do picie, niegazowana i ulubiony kubeczek, przed końcową fazą porodu pić wolno do woli. Ja wypiłam całą… Mój kochany mąż podawał mi w kubeczku. Wierzcie mi pić się chce jak nie wiem co.

– Ręcznik, żel do kąpania, po lewatywie(jeśli się zdąży i wyrazi zgodę) warto się wykąpać, a i podczas skurczy fajnie wejść pod prysznic i troszkę tam posiedzieć i polewać się ciepłą wodą bo to łagodzi ból.

– Balsam do ust lub pomadka, gdyż wargi bardzo się wysuszają.

– Zegarek, jednak my do obliczania częstości skurczy, wykorzystywalismy stoper w komórce.

– Czasem kobiet piszą o maszynce jednorazowej do golenia, ja jednak miałam zaplanowane, że przed wyjazdem do szpitala jeszcze dogolę się, wykąpię i coś zjem. Tak też zrobiłam.

– Zapakowałam jeszcze moją ulubioną małą poduszkę, która bardzo mi się przydała do podkładania pod głowę.

U mnie w szpitalu, ubranka dla dziecka i rożek dawał szpital, jednak na forach internetowych kobiety piszą, że musiały mieć swoje ubranko, dlatego warto dowiedzieć się jeszcze przed porodem, dzwoniąc do szpitala lub piszą e-maila albo pytając na szkole rodzenia jakie zwyczaje panują w naszym wybranym szpitalu. Bo jeśli musimy mieć swoje ubranko to trzeba dorzucić jeszcze do torby bodziaka, pajaca lub śpiocha(ja preferuję pajace i nigdy nie kupiłam ani jednej pary śpioszków), ewentualnie rożek. Jednak 90% szpitali ma swoje ubranka.

Przed wyjazdem do szpitala, kazałam mojemu mężowi, który w ostatniej chwili zdecydował się, że idziemy rodzić razem zrobić wyprawkę dla siebie.

Wyprawka dla taty, czyli torba(plecak) na porodówkę:

– Kanapki, bo mimo to, że my jeść nie możemy to jednak nasz mężczyzna aby przetrwać te trudne chwile w jego życiu musi być silny i najedzony. Nie chciałam aby wychodził, gdzieś z porodówki do baru szpitalnego, bo co gdyby w tym momencie coś zaczęło się dziać a jego by nie było??? Dlatego kanapki to dobre rozwiązanie.

– Termos z kawą lub herbatą, u nas była kawka.

– Aparat fotograficzny.

– Książka do czytania, kiedy my ze zmęczenia zasypiamy, nie możemy pozwolić aby nasz mężczyzna się nudził. Mój mąż miał ze sobą sprawdziany, które sprawdzał.

– Pamiętajmy, aby nasz mężczyzna ubrał się nie za ciepło bo na swój strój, będzie musiał założyć piękny, zielony, jednorazowy garniturek, który nie przepuszcza powietrza.

Wyprawka dla mamy, czyli torba(plecak) na salę poporodową, która przez najbliższe 2-3 dni lub czasem i więcej staje się naszym pokojem…:

– Dwie koszule nocne, mąż kupił mi śliczne w Intimissimi, bawełniane z dodatkiem jedwabiu. Rozpinane na środku abym mogła swobodnie karmić maluszka. Czułam się piękna, nie tak jak wszystkie mamy w koszulach specjalnie przeznaczonych do karmienia, które zazwyczaj są w śmieszne motywy oraz mają wycięcia na piersi przez które czasem wszystko widać.

– Szlafrok, piękny z Intimissimi.

– Kapcie, ja miałam japonki, które służyły mi zarówno do chodzenia oraz jako klapki pod prysznic. Jeśli ma się normalne kapcie to trzeba zabrać ze sobą jeszcze jakieś klapki pod prysznic bo grzybica tylko czeka aby zaatakować Twoje stopy hehehe…

– Kosmetyczka a w niej: żel do kąpieli, płyn do higieny intymnej, pasta do zębów, szczoteczka do zębów, płyn do płukania jamy ustnej, szampon do włosów, szczotka lub grzebień, gumka do długich włosów, krem do twarzy. Niektóre dziewczyny zabierają jeszcze kosmetyki do malowania… ja sobie odpuściłam.  Wiem, że są kobiety, które mają ze sobą suszarkę, prostownice.

– Kubek, sztućce(bo jak nie to dostaniemy plastikowe, jednorazowe), ściereczka.

– Woda do picia, duże ilości bo na oddziale będzie bardzo gorąco.

– Coś ulubionego do podjadania(należy uwzględnić naszą nową sytuację życiową, czyli to, że karmimy i nie wszystko jeść można)… Oczywiście odwiedzający będą nam przynosić mnóstwo rzeczy, których nie będziemy mogły zjeść. Dlatego ja od razu oddawałam wszystko mężowi do domu, bo np. owoce mogę się zepsuć.

– Biustonosz do karmienia w szpitalu przydatny a może nawet nie… Kupiłam tylko jeden i tak już pozostało. Uważam, że biustonosze takie są niewygodne, zazwyczaj nieusztywniane, brzydkie i mało seksowne. Jasne są piękne biustonosze do karmienia ale bardzo drogie koszt ok. 200zł, jak dla mnie przesada. Dlatego ja kupowałam i kupuję normalną bieliznę i do dziś nie mam problem, aby z normalnym biustonoszem karmić małego w dyskretny sposób.

– Wkładki laktacyjne jednorazowe. Przydały się bo kiedy z jednej piersi karmiłam małego z drugiej leciało mi mleko.

– W torbie miałam też laktator, jednak nawał pokarmu miałam dopiero czwartego dnia gdy byłam już w domu. Jednak dawało mi to poczucie bezpieczeństwa.

– Wkładki poporodowe czyli wielkie, grube podpaski z naturalnych włókien a nie jakieś tam ze sztucznymi siateczkami… Uwaga ta dotyczy zwlaszcza kobiet, które były miały nacinane krocze podczas porodu, gdyż rana musi mieć odpowiednie warunki żeby ładnie się goiła. Jeśli lekarz mówi wietrzyć krocze i nie zakładać majtek z podpaską tylko leżeć na podkładzie i podpasce to ja radzę tak robić… Rana, która ma dostęp powietrza, nie jest brudzona, szybciej i ładniej się goi. Dlatego ja zakładałam  majtki z wkładką poporodową tylko gdy musiałam gdzieś iść, coś zrobić lub wiedziałam, że ktoś ma przyjść. Lekarz był zdziwiony, że tak szybko się goi. Robiłam tak dlatego, że pamiętałam zalecenia pani doktor, która przez rok ginekologii i położnictwa na studiach powtarzała wietrzyć krocze… Brzmi śmiesznie ale pomaga…

– Podkłady jednorazowe na prześcieradło, ja miałam całe opakowanie takich 1,5mx1,5m, w szpitalu zazwyczaj dadzą jeden zaraz po porodzie a widomo, że jeśli postępuje się wg. zaleceń i wietrzy krocze to podkład może się pobrudzić, dlatego ja kiedy odczuwałam taką potrzebę zmieniałam sobie sama podkład, nie musiałam nikogo prosić ani martwić się, że pobrudzę prześcieradło albo leżę w brudzie.

– Majtki 3-6 par, ja miałam trzy pary siateczkowych ale uwaga 100% bawełny, żeby oddychały… Jest wiele firm, które sprzedają jednorazowe majtasy ale są zrobione ze sztucznych materiałów, które nie  oddychają. Uwaga o majtkach z naturalnych włókien jest szczególnie ważna dla Pań które nie mają odwagi wietrzyć krocza bo przecież nie każdy musi czuć się komfortowo w takiej sytuacji i jest to dla mnie zrozumiałe.

– Papier toaletowy, chusteczki do higieny intymnej ja korzystałam z nich przy każdym korzystaniu z toalety aby utrzymywać ranę w czystości w ciągu dnia.

– Czopki glicerynowe(ja nie miałam bo nikt mi nigdy o tym nie powiedział ale dziękuję dziewczyną z mojej sali, które je miały, bo był to ich już drugi poród). Jeśli byłaś szyta, wyszły ci hemoroidy to wierz mi, że strach przed wypróżnieniem jest tak wielki, że większość kobiet nie potrafi tego zrobić samodzielnie a trzeba. Ja podejście do skorzystania z toalety robiłam przez dwa dni… Drugiego dnia dostałam czopek od koleżanki z sali… wierzcie mi niesamowita ulga, bez bólu, bez strachu, że coś nam popęka. Z czopków korzystałam trzy dni, dopóki moja perystaltyka i strach związany z wypróżnianiem nie wróciły do normy. Potem już wszystko było w porządku. Należy pamiętać, że czopków nie wolno używać zbyt długo bo potem organizm się przyzwyczaja.

– Maść na bolące pogryzione brodawki, ja nie miałam, powiem szczerze, że nie mam do dziś. Kosma i ja jesteśmy kompatybilni od dnia porodu i nigdy nie miałam problemu z piersiami. Jednak wiem, że są kobiety, które mają z tym duży problem. Dlatego warto się zaopatrzyć.

– Balsam na rozstępy, gdyż często robią się tuż po porodzie, kiedy napięta skóra staje się zwiotczała a my już nie mamy siły jej pielęgnować po 9 miesięcznej  kuracji.

– Telefon komórkowy i ładowarka, ja wyciszyłam dzwonek i czytałam tylko smsy bo po 4 rozmowie telefonicznej nie miałam już siły i czasu rozmawiać ze wszystkimi.

– Coś do poczytania.

– Ja miałam ze sobą mój mały komputer i internet bezprzewodowy. Mama XXI wieku.

– Drobne pieniądze na np. TV szpitalną.

To chyba tyle z rzeczy, które przydały mi się w czasie trzech dni na porodówce… dużo.

W następnym wątku opisze co zabrałam dla mojego maluszka.

Reklamy

Przyczepka rowerowa QERIDOO Sportex

Jakieś 2 tygodnie temu przyszła do Nas upragniona przyczepka… Zdecydowanie się na ten jeden, wymarzony, upragniony model zajęło nam ok 3 miesięcy w tym czasie przeczytałam mnóstwo opinii, testów…

Parcie wszystkich rodziców jest jedno Chriot…  Jeśli kochasz swoje dziecko, tylko on poza nim nie istnieje nic. Fajnie, przyczepka amortyzowana, koszt ok. 4tysiące…(+/- w zależności od sklepu i modelu) Tylko, że tyle to wart jest mój samochód a nawet nie :). A i sam Chriot do końca nie wydał mi się taki dobry bo np. nie ma rozkładanego siedzenia. Natomiast tańsza przyczepka Burley Dlite ma elastomerowe zawieszenie oraz wielki plus rozkładane siedzenie koszt ok. 3tysiące (+/- w zależności od sklepu i modelu).

Gotowa już byłam kupić Burleya, nawet przekonałam męża… Jednak znów znalazłam coś innego… coś odpowiedniego dla naszej skromnej kieszeni… 🙂

Qeridoo Sportex… koszt to. 239 euro z przesyłką. Uwaga nie kupujemy nagiej przyczepki, w zestawie mamy już kółko do biegania oraz hamulec ręczny który świetnie sprawdza się przy jeździe na rolkach… W modelach droższych firm za każdy bajer płacimy słone pieniążki… a przecież nie każdego stać, dlatego my nie postanowiliśmy rezygnować z przyjemności i czuć się gorzej tylko dlatego, że nie chcemy wydać 5tysięcy na przyczepkę rowerową…

Qeridoo jest poczciwie wykonane, ma aluminiową konstrukcje, która w wersji dwuosobowej, przy zamontowanym zestawie do biegania waży 12kg… Czyli podobnie jak droższe modele. Ma dwa amortyzatory w kołach, które wierzcie mi nie są atrapą… one naprawdę świetnie działają, na szutrze, dziurach i innych… Minus nie ma rozkładanego siedzenia cóż Chariot też nie ma a ludzie płacą za niego 4tysiące i są zadowoleni…

No i brak naszej przyczepce systemu szybkiego składania tzn. jednym ruchem… musimy wykonać trzy ruchy… 🙂

Na stornie producenta można dokupić wkładki redukcyjne dla małych dzieci… my zrezygnowaliśmy z tego dodatku i póki co za radą Czeskich braci którzy na przyczepkę mówią vozik za kolo, zamontowaliśmy fotelik 0-13kg… Dzięki temu naszemu 7 miesięczniakowi jest wygodnie. Ogólnie to na hamak redukcyjny z Chariot, Burley, Croozer czy Qeridoo i tak Kośmiak już za dużo waży. Gdyż są one tylko do 9kg…:) Więc właściwie innego wyjścia nie mieliśmy.

A tu przekrój przez stelaż.


Firma Qeridoo przekonało nas również tym, ze posiadają własne laboratoria testujące oraz ich produkty w tym nasza przyczepka posiada atesty innych niezależnych firm testujących.

SGS  Test Report  No.SHAEC1118635901

TÜV-Süd   Test Report  No. 70.461.10.471.02-00/01

 TÜV-Rheinland   Test Report  No.SHG20100309164

Jak nam idzie jazda… Jest przyjemnie, pod górkę czuć, że coś ciągniesz w nogach… na prostej nie za bardzo… Kosma jest szczęśliwy ale tylko przez pierwszą godzinę potem zaczyna czuć się samotny i koniec wycieczki… Jednak on ma tylko 7 miesięcy… więc dla niego i to i tak bardzo dużo… Jak jadę na rolkach jest zdecydowanie lepiej… mamy lepszy kontakt, rozmawiamy sobie i może tak jak w wózku jechać cały dzień… Co do naszej wyprawy to nie wiadomo czy się odbędzie bo… nasz trzeci pasażer jest chyba jeszcze nie gotowy na to aby kilka godzin spędzać w przyczepce…

Sposób na katar

Kiedy Kosmyk miał 2 miesiące, dostał pierwszego kataru, byłam strasznie spanikowana. Miałam do siebie żal, że nie dość dobrze go chroniłam… Tak małe dziecko oddycha przez nos więc widok niemowlaka z katarem jest straszny, dziecko wygląda jakby się dusiło. Mały denerwował się bo nie mógł jeść, gdyż podczas ssania piersi maleństwo oddycha tylko noskiem. Jako młoda mama oczywiście udałam się do lekarza, po osłuchaniu, okazało się, że oczywiście jest czysto. Kilka ustnych zaleceń i czas rozpocząć walkę z katarem.

W przypadku niemowlaczków 0-6 miesięcy, środki jakich możemy użyć do walki z katarem są dość skąpe. Co w takim przypadku robić? Jest kilka prostych sposobów aby ulżyć maluszkowi i zapobiec groźniejszym powikłaniom:

1. Najważniejsze to udrożnić nos, aby dziecko się nie męczyło, sprawi to również, że wydzielina nie będzie spływała do gardła, podrażniała go i powodowała kaszlu. Należy pamiętać, że nieodsysanie może doprowadzić do problemów z uszami tzn. zapalenie ucha.

Jak odsysać? Sposób bardzo prosty.  Rozpylić do noska wodę morską, odczekać chwilę i odessać gruszką lub Nose Frida. Wodę morską kupuję taką jaka jest akurat w promocji uważam, że firma nie ma znaczenia, odsysam nos przy użyciu Nose Frida, gruszka się nie sprawdziła. Zabieg jest nieprzyjemny dla malca, może nawet płakać, krzyczeć ale wierzcie mi lepiej tak niż potem miałby wylądować w szpitalu  z powodu zbyt miękkiego serca mamy….

Koszt Nose Frida to ok. 20-30zł, gruszka ok.5zł, woda morska w zależności od wielkości, firmy, sposobu aplikacji od 10zł…

 

 

2. Odpływ wydzieliny z nosa ułatwia także wysokie ułożenie do spania, tzn. ja pod materacyk, tam gdzie spoczywa głowa malca, podkładam gruby segregator.

3. Jako, że w sezonie zimowym, grzewczym powietrze staje się dość suche ważne jest aby je nawilżać, oto kilka sposobów:

– obok łóżeczka dziecka można postawić miskę z wrzącą wodą do której dorzucamy np. miętową herbatę,

– efekt nawilżenia powietrza uzyskamy poprzez suszenie prania w pomieszczeniu w którym śpi dziecko, należy tylko uważać aby zapach proszku którego używamy nie był drażniący,

– polecam nawilżacze powietrza zawieszane na kaloryfer, należy pamiętać o uzupełnianiu wody,

– położenie na kaloryferze mokrej pieluszki lub ręcznika,

– kupno nawilżacza powietrza na prąd.

4. Ważne jest aby temperatura powietrza w pokoju w którym śpi dziecko nie była zbyt wysoka. U nas nie przekraczała ona 19 stopni C i w takiej małemu i nam spało się najlepiej, jak podkręciliśmy kaloryfery, do 22 stopni C,  katar znów zaczynał się nasilać a wilgotność powietrza spadała.

5. Pomimo trudności z jedzeniem, ważne jest aby dziecko dużo piło, gdyż to pomaga rozrzedzić wydzielinę, a co za tym idzie, ułatwia to jej odpływ i oraz odsysanie. Dlatego ja przystawiam Kosmę w takim okresie jak najczęściej do piersi choć na minutkę. Po pierwszym miesiącu podawałam mu też herbatkę z lipy, natomiast od 5 miesiąca herbatę malinową.

6. W trakcie dnia starajmy się układać dziecko jak najczęściej na brzuchu, ułatwia to odpływ wydzieliny.

7. Dwa, trzy razy w ciągu dnia, tylko nie przed snem i przed jedzeniem, można położyć dziecko na swoich kolanach z głową skierowaną lekko do dołu i ręką ułożoną w łódeczkę delikatnie oklepywać plecki, od dołu ku górze,  po obu stronach, z wyłączeniem kręgosłupa, ułatwi to odpływ ewentualnej wydzieliny, znajdującej się w drzewie oskrzelowym.

8. Od pierwszych chwil życia, w razie kataru możemy smarować pod nosem dziecka maść majerankową, która ma działanie przeciwbakteryjne i przeciwzapalne ściągające, uwaga aby maść nie dostała się do środka nosa, może hamować pracę aparatu rzęskowego błony śluzowej. Koszt ok. 2-3zł, w zależności od producenta i wielkości tubki.

9. Od 3 miesiąca życia możemy używać kropli do nosa np. Nasivin soft 0,01%, należy pamiętać, że nie wolno stosować kropli zbyt długo tzn. 3 góra do 5 dni, długotrwałe stosowanie może doprowadzić do uczucia „zatkanego nosa”, ja kropli używałam sporadycznie przy dużym, lejącym się katarze i tylko na noc aby mały mógł spokojnie spać i nie wybudzał się, w ciągu dnia preferuję jednak częste odsysanie. Koszt ok. 12-15zł. Wielkość 5ml.

10. Od 6 miesiąca życia polecam stosowanie maści Pulmex Baby, dzięki połączeniu olejku eukaliptusowego, rozmarynowego oraz balsamu peruwiańskiemu maść ma bardzo przyjemny zapach który ułatwia oddychanie; Maść wcieramy dziecku w górną część pleców oraz klatki piersiowej, uwaga aby maść nie dostała się do oczu dziecka. W mojej opinii jest naprawdę genialna… Można ją stosować w przypadku schorzeń górnych dróg oddechowych: zapalenie oskrzeli, zapalenie gardła, grypa, przeziębienie. Koszt ok. 16-17zł. Wielkość 20g.

 

 

I to są nasze sposoby na katar… Jak na razie sprawdzają się i Kosma który ma już 7 miesięcy, nigdy jeszcze nie chorował poważniej tzn. tak aby lekarz musiał nam przepisywać jakieś leki.

Kiedy udać się do lekarza myślę, że wtedy gdy katar nasila się, zmienia kolor, dochodzą inne objawy jak wysoka gorączka, kaszel (nie mylić z odkasływaniem, spowodowanym spływaniem wydzieliny z noska), płaczliwość dziecka bądź też inne niepokojące nas objawy. Można też od razu jeśli jest się mamą, która nie ma odwagi walczyć sama z katarem i boi się o maluszka… od tego są lekarze. Ja chodzę do lekarza tylko w ostateczności gdyż boję się, żeby podczas czekania w kolejce do lekarza. moje maleństwo nie załapało czegoś gorszego od innego bardziej chorego dziecka.