Nie rób tego bo…

Kiedy dziś rano znów bawiłam się z moim synkiem i ten śmiał się do rozpuku przypomniało mi się kilka uwag, różnych, życzliwych nam osób, które chciałby być pomocne przy wychowaniu dziecka.

1. Niech on się tak nie śmieje bo dostanie czkawki… Odpowiedź moja, czyli matki buntowniczki… śmiech to zdrowie a czkawka prędzej czy później przejdzie 🙂

2. On ma zimne nóżki, czy nie jest za cienko ubrany? (na dworze 23 stopnie C, wszyscy porozbierani)… Nie, bo wyznacznikiem tego czy dziecku jest zimno czy ciepło, wcale nie są zimne nóżki czy zimne dłonie(ja mam ciągle zimne stopy a nie jest mi zimno) tak jak próbują nam to często wmówić babcie, mamy, sąsiadki. Najlepiej dotknąć karku dziecka jeśli on jest ciepły to wszystko w porządku.  Ja ubieram małego na wyczucie… skoro ja mam sukienkę na ramiączkach to jemu zakładam tylko rampersa a nie owijam szczelnie grubym kocem.

3. Po wyjściu ze szpitala… on nie powinien leżeć w beciku, rożku zwinięty, ściśnięty i tak aż najlepiej do pierwszego roku życia… Nie, moje dziecko może machać sobie swobodnie nóżkami i rozwijać się. (Kiedyś obwiązywano dzieciom nóżki bandażem aby były proste.) Jeśli potrzebuje bliskości i poczucia bezpieczeństwa to go przytulam. Nocą kładę go spać do takiego specjalnego śpiworka dzięki czemu nie odkopuje się a jego nóżki, są ułożone w fizjologicznej pozycji żabki a nie na siłę wyprostowane przez rożek…

4. Nie noś dziecka na rękach bo potem nie dasz sobie z nim rady… Ale skoro on teraz potrzebuje tej bliskości i miłości to ja mam mu jej nie dać bo tak mówią mi życzliwi ludzie… Nie, nie, nie…Ja noszę, przytulam,całuję i moje dziecko jest aniołem… 🙂 Dziecko do prawidłowego rozwoju potrzebuje bliskości, więc ja mu ją daje…

5. Nie karm słoiczkami bo są niezdrowe… A zdrowe są warzywa, które kupujemy w sklepie psikane różną chemią, kurczaki karmione sterydami i antybiotykami??? Zdrowe było to, że mama karmiła mnie zupą z solą??? Jak dla mnie słoiczki to kolejne udogodnienie… kiedy nie mam czasu bawić się w gotowanie sięgam po słoiczek 🙂 Używamy dwóch firm Hipp(najdroższa na rynku) i Babydream z rossmana(najtańsza na rynku)… obie posiadają certyfikat unijny dla żywności ekologicznej 🙂 Mnie to przekonuje 🙂 Dzięki Ludwikowi Pasteur nie zawierają żadnych konserwantów… i mogą być przechowywane bardzo długo :).

6. Jak możesz dokarmiać dziecko mlekiem modyfikowanym??? Mogę i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia… wręcz przeciwnie jestem pewna, że moje dziecko wraz z tym mlekiem dostaje dodatkowo witaminy, których być może nie dostałby z moim mlekiem bo np. danego dnia odżywiałam się gorzej… 🙂 Przecież nie będę głodziła dziecka, skoro moje mleko już mu nie wystarcza… A w wielu sytuacjach np. jadąc samochodem po autostradzie to bardzo wygodne… Pobyt na uczelni i problem z intymnością… Wyjście bez małego… (odciąganie pokarmu się nie sprawdziło, miałam potem takie nawały mleczne, że nie mogłam sobie dać rady, a nie zawsze ma się komfortowe warunki, żeby odciągnąć ten pokarm).

7. Dlaczego on nie ma czapeczki, przewieje mu uszy… Moja odpowiedz a ty dlaczego nie masz czapeczki…? Odpowiedź życzliwego: Bo jest gorąco a poza tym moje uszy są odporne… No właśnie jest gorąco, bezwietrznie, siedzimy w cieniu… to po co ta czapeczka??? Bo babcie tak kazały??? Z całą miłością do nich ale mówię stanowcze nie… Bo po ściągnięciu czapeczki mokre, zgrzane włosy i to jest dopiero powód od którego dziecko mogłoby się przeziębić. Jasne, że w słońcu tak, w bardzo wietrzną pogodę, że łeb urywa(nie mylić z miłym wietrzykiem, od którego dziecku nic się nie stanie) oraz zimą.

8. Uważaj bo się ubrudzi… I co t tego, że się ubrudzi… mam pralkę, mam proszek a nawet jak plama nie puści to nie ma tragedii to tylko ubranko… a jeśli jemu frajdę sprawia samodzielne picie czy jedzenie to niech się uczy… w końcu opanuje to do perfekcji i będzie ładnie używał sztućców i serwetki do ust… Nie rozumie jak niektóre mamy mogą krzyczeć na swoje dziecko tylko dlatego, że się ubrudziło jedzeniem albo wywróciło i pobrudziło ubranko… a taka krzycząca mama to często spotykany widok w publicznych miejscach…

Wątek będzie uzupełniany o nowe rady otoczenia, których ja nie przestrzegam 🙂

 

Śmiech to zdrowie:

Reklamy

Basen z niemowlakiem część II, czyli SWIMTRAINER

Znów wybraliśmy się na basen. Tym razem nasza wizyta trwała całą godzinę a Kosma był bardzo szczęśliwy. Z poprzedniego wyjścia wyciągnęliśmy kilka wniosków.

Tym razem poszliśmy na basen po porannej drzemce i drugim śniadaniu.  Sprawiło to, że nasze „maleństwo” było bardziej wypoczęte i chętne do zabawy. Zabraliśmy ze sobą czaso-umilacze w postaci piłki dmuchanej(rozmiar odpowiedni do bawiącego się, Kosma swobodnie może chwycić ją w dłonie) oraz nowość w naszej szafie gadżetów zbędnych i niezbędnych, czyli SWIMTRAINER Classic czerwony. Przeznaczony dla dzieci od 6 miesiąca do 4 lat, lub przedział wiekowy 6-18 kg. My spełniamy oba kryteria.

SWIMTRAINER to wydatek ok. 70zł plus koszty przesyłki… I jak dla mnie to dobrze zainwestowane pieniądze. Kosma uwielbia pływać w tym kole. Obserwując jego nóżki faktycznie widać piękny ruch żabki. Spoglądałam na  inne niemowlaki w tradycyjnych kołach gdzie dziecko siedzi jakby w „wodnym chodziku” i niestety te maluchy nie miały takiej dobrej zabawy jak mój synek bo po prostu stały w miejscu. Kosma natomiast ciągle się przemieszczał, co dawało mu ogromną radość. Nie wspomnę już o pozytywach jak wzmacnianie mięśni nóżek. Dziecko w SWIMTRAINER odciąża kręgosłup, gdyż leży na wodzie a nie siedzi jak w tradycyjnych kołach.

Nasz nowy gadżet zbudowany jest z grubego tworzywa sztucznego, wydaje się być odporny na przebicia. Oprócz części czerwonej którą jest koło, posiada także dolny dmuchany, biały panel który zabezpiecza dziecko przed wysunięciem się. Po bokach są dwie małe dmuchane poduszeczki oraz dmuchane pasy.  Cały system mocowanie zabezpiecza dziecko przed wysunięciem.  Zauważyliśmy jednak iż koło założone na strój powoduje, że mały się troszkę zsuwał w dół po śliskim stroju i główka minimalnie zapadała się. Nie powodowało to jednak, że głowa dziecka zanurzała się pod wodę bo SWIMTRAINER nie ma takiej możliwości. Jednak gdy założyliśmy koło na gołe ciałko trzymało się o wiele lepiej i  bródka faktycznie była cały czas na żabce :).  Producent w opisie mówi o tym, że koło nie wywraca się w przód, jednak my mieliśmy inne wrażenie. W momencie kiedy nasz synek pływał bardzo energicznie, koło bardzo się chybotało do przodu, dlatego woleliśmy w takich wypadkach asekurować maluszka.

Podsumowując… Wizyta na basenie super sprawa. Rozebranie małego lub ubranie po basenie nie sprawia nam już problemu i zajmuje ok. 3-4minut. I to bez użycia przewijaka gdyż ten bywa ciągle zajęty. Mąż trzyma synka a ja ubieram, rozbieram, przewijam :). Piłka to podstawa, mojego synka najbardziej śmieszy dźwięk uderzenia piłeczki o wodę. Koło SWIMTRAINER przydatny gadżet ale nie niezbędny.

Oczywiście na basenie trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo oprócz tego że ja uważam na mojego maluszka to w brodziku są zawsze rodzice którzy uważają na swojego ale nie zwracają uwagi na cudze dzieci i potrafią uderzyć niechcący w trakcie zabawy, pchnąć, ochlapać… 🙂

A tu nasz filmik:

Adapter do pasów BeSafe ClippSafe

 

Kiedy słyszę, że ktoś nie zapina pasów to nóż otwiera mi się w kieszeni. Jednak kiedy mówi mi to kobieta w ciąży, ręce mi opadają do samej ziemi i zaczynam tłumaczyć. Dlaczego??? No jasne wiele osób powie, że kobiety w widocznej ciąży pasów wg. prawa zapinać nie muszą(tak też powiedział mi policjant, kiedy zatrzymał za przekroczenie prędkości a ja byłam w 7 miesiącu ciąży).  No jasne, że nie muszę ale podczas głupiej stłuczki czołowej, przy prędkości 40km/h mój mąż przeżyje i obije sobie czoło, może nawet nie. A ja… ja wylatuje przez szybę… co dalej… to zależy co przede mną… Przy prędkości większej… wiadomo… szkody coraz gorsze… a bardzo często  śmierć. Odpowiedź mojej znajomej… Mój mąż jeździ bardzo bezpiecznie. On tak ale czy kierowca z naprzeciwka jedzie z taką samą myślą…???? Nie sądzę.  Daleko w ciąży nie jeżdżę tylko tu kawałek. A co jeśli ten kawałek pozbawi Ciebie i Twoje dziecko życia??? Dlatego ja pasy zapinam i wolę przeżyć… Nawet w ciąży.

 

No tak, pytanie co z dzieckiem? Jasne przy dużej prędkości, hamowaniu, wypadku może coś się dziecku stać, jednak nie musi… Dlatego ja aby nie mieć tego dylematu już na samym początku ciąży kupiłam adapter do pasów. Mój to  BeSafe.  Koszt na allegro ok. 100 zł, można kupić używane za mniejsze pieniądze. Są jednak adaptery  innych firm np. ClippSafe. Polecam każdy.

Jako, że jestem osobą bardzo mobilną w czasie ciąży za kierownicą spędziłam kilkadziesiąt godzin, co przekłada się na kilka tysięcy kilometrów. Ostatni raz w samotną, 200 kilometrową podróż udałam się na 10 dni przed porodem.  Przez cały ten czas czułam się bezpieczna. Miałam zapięte pasy a mój synek był chroniony przez adapter.

Jak to działa? Część pas biodrowy dzięki adapterowi jest prowadzony po udach, a w czasie uderzenia cała siła pochłaniana jest przez talerze biodrowe.  Adapter nie pozwala przesunąć się dolnemu pasowi na brzuszek. Jako, że mamy dwa samochody, przełożenie adaptera do drugiego zajmowało mi z wielkim brzuchem 3 minuty, mojemu mężowi minutkę. Na forach internetowych pojawiają się głosy, że nie można w tym jeździć w długiej spódnicy, krótkiej, zimowej kurtce i inne… jasne jeśli ktoś nie chce to nic się nie da. Uwielbiam też stwierdzenie bo pasy przeszkadzają jak się ma taki duży brzuch… A co z osobami otyłymi… one też powinny być zwolnione z pasów bo jest im niewygodnie. Oczywiście zapytałam mojego tatę, który wygląda jak piłeczka, czy jest mu niewygodnie… Odpowiedź brzmiała nie… Ja też nie odczuwałam dyskomfortu.

Podsumowują moje drogie Panie chrońcie siebie, swoje dzieci i swoje rodziny przed niepotrzebnymi tragediami.

Ja czuję się odpowiedzialna za moje dziecko, jego zdrowie i życie. Czuję się odpowiedzialna również za mojego męża. Nie chciałabym aby w razie wypadku stracił mnie i dziecko. Żył do końca życia w poczuciu winy… Za bardzo go kocham. Jeśli ktoś myśli inaczej, najprawdopodobniej jest egoistą.

JOHNSON’S Baby Bedtime

Dwa dni temu przyszła do Nas tajemnicza paczuszka a w niej pełnowartościowy produkt, JOHNSON’S Baby kojący płyn do kąpieli na dobranoc Bedtime.

Mam taki zwyczaj, że najpierw nowe produkty testuję na sobie, aby niepotrzebnie nie robić z dziecka królika doświadczalnego. Więc wczoraj umyłam się w JOHNSON’S Baby Bedtime i zaskoczenie… Dlaczego? Gdyż zwykły płyn JOHNSON’S Baby zupełnie mi nie odpowiadał, wysuszał moją skórą a także skórę Kosmyka… a tu totalne zaskoczenie… Moja skóra miła, gładka w dotyku…

Dziś nadszedł czas aby płyn przetestował mój pierworodny… Wyniki, zaskakujące. Uczulenia brak, skóra mięciutka i pachnąca delikatną lawendą… Płyn wydajny i świetnie się pieni. Oczywiście po kąpieli oczekiwanie… bo przecież płyn ma nie tylko myć ale również ułatwiać zasypianie… Szybko do łóżeczka i… nie zdążyłam nawet przeczytać Kosmie bajki, już spał… Moje pytanie do samej siebie: czy to płyn, czy po prostu zmęczenie??? Tego nie wiem. Jednak dalej będę obserwować :).

Podsumowując. Linia kosmetyków JOHNSON’S Baby Bedtime jest szeroka. Mleczko, żel, oliwka, krem, mydło, płyn… Jednak moim zdaniem… Zapach po kąpieli jest już dość intensywny i dla wrażliwych dzieci użycie drugiego kosmetyku jak np. mleczko kojące na dobranoc, mogłoby sprawić, że stałby się zbyt intensywny. No chyba, że się mylę… Kosma i ja jesteśmy zadowoleni z nowego kosmetyku. Czy kupiłabym go w przyszłości?  Tak jeśli moje dziecko miałoby problemy z zasypianiem…

P.S. Wraz z płynem dostaliśmy „Poradnik senny – bliskość pełna radości”. Przyjemna lektura na dobranoc… 🙂 Na ostatniej stornie urocza zawieszka na drzwi do wycięcia :). Spodobała się nawet mojemu mężowi, który wieczorem przeczytał cały poradnik i stwierdził, że dowiedział się kilku rzeczy.